Mama,

Takie straszne macierzyństwo, czyli jak zrobić krzywdę młodej matce

Gdy rodzi się dziecko… A nie, wróć.

Gdy zachodzisz w ciążę, od samego początku zaczynają osaczać Cię doradcy. Babka Urodziłam Siódemkę. Ciotka Nie Karmiłam Piersią, Ale Nie Jedz Kapusty, Bo Dziecko Będzie Miało Bąki. Teściowa Nie Jesteś Wymarzoną Synową I Matką Mojego Wnuka. Koleżanka Powiem Ci, Jak Boli Poród.

I jojczą.

Jojczą i jęczą, jak to będzie Ci trudno. Na początku będzie rósł Ci brzuch. Nie wstaniesz sama z łóżka, dostaniesz hemoroidów, on będzie widział Cię jako wielki balon i, uważaj, bo jeszcze do innej pójdzie. Potem nie będzie lepiej. Poród będzie okropny. Długi, bolesny — gdzie mu tam do filmowych porodów i cudu narodzin. Żaden to cud. Wymęczy Cię, one to wiedzą. Może od razu powinnaś zrobić sobie cesarkę na życzenie, bo kto to widział się męczyć. Ona się męczyła. I gdyby ona była na Twoim miejscu…

Na szczęście nie jest. Może się wyspać, kiedy Ty — właśnie Ty! — będziesz niewyspana, spuchnięta, gruba, sfrustrowana i zamknięta w domu. Seksualnie nieatrakcyjna dla męża. Bluzka zalana mlekiem — w końcu karmisz piersią. Bo wiesz…

Nie powinnaś jeść kapusty. I czosnku. Cebuli. Truskawek. Pomarańczy. Sera żółtego.

Gotowany ryż, oczywiście, jeść możesz. Pół woreczka dziennie. I bawarkę pij. Od bawarki się laktacja wzmaga, ale masz takie wklęsłe brodawki, że ona czarno widzi to karmienie, oj czarno. A w ogóle to po pół roku to w piersiach sama woda jest.

Zawsze możesz w trzecim miesiącu życia podać dziecku rosół. Albo marchewkę. A w sumie to możesz od razu do KFC go zabrać.

Płacze, bo chce na ręce. Nauczyłaś nosić, wiesz? Nauczyłaś nosić to małe, bezbronne stworzenie, które tylko w Twoich ramionach czuje się bezpiecznie! I teraz nie możesz mężowi obiadu podać, bo musisz nosić. A chusta? No nie żartuj. To nie Afryka, po co tak wisi nad ziemią to dziecko…

Ale jak to śpi z Wami w łóżku? Co z waszym współżyciem? Jak możesz mu, mężowi Twojemu, to robić? Biedny, teraz to na pewno do innej pójdzie.

Jak to żłobek? Jak to niania? Jak to nie dajecie mięsa? Jak to, nie karmicie go słoiczkami? Boże, dajesz mu gluten?! Czekolady dziecku żałujesz?

Niech się wypłacze. Niech się nie brudzi. Niech sobie poklika na tym tablecie. Tego też dziecku żałujesz?

***

Regularnie dostaję od Was maile, w których piszecie, że z tym się borykacie. Piszą do mnie moje koleżanki i mówią, że mają dość. Że wysiadają, że są beznadziejne, że nie tak miało być. Teściowa znowu ją skrytykowała. Dziecko płakało, a wszyscy mówili, że to przez nią.

Jakieś przyzwolenie społeczne jest na przygadywanie matkom od samego początku. Natarczywie, agresywnie, głośno. Straszenie ich macierzyństwem i krytykowanie każdego ich kroku. Tym przerażonym kobietom — już samym faktem, że za chwilę ich życie się zmieni. Dobrzy doradcy, którzy zostawiają (przyszłe) matki z poczuciem winy i strachem.

Młoda mama kończy jako przerażona wizją porodu i macierzyństwa kobieta. Potem przez miesiące żywi się gotowanym kurczakiem i suchym chlebem, bo Dieta Matki Karmiącej to pokutujący mit nawet na porodówkach. Jeśli karmi piersią. Bo chciała, ale się nasłuchała jakie to trudne i bolesne. Dobry doradca, zamiast umówić wizytę u Certyfikowanego Doradcy Laktacyjnego, kupił paczkę modyfikowanego mleka i butelkę.

Wiesz, co to jest? To jest robienie matkom krzywdy. Zamiast wesprzeć, dobrzy doradcy czekają, aż się młodej mamie potknie noga. A nie mówiłam?!

A ja chcę powiedzieć Ci tylko jedno, mamo, nie słuchaj tego. Filtruj, przymykaj oko, wyciągaj dobre i pomocne rady. Proś o pomoc partnera. Szukaj specjalistów, jeśli to konieczne. Unikaj dołujących Cię ludzi.

I nie daj robić sobie krzywdy. Nigdy więcej.

ps Pamiętaj, że przytoczone „zalecenia” są nieprawdziwe. To tak na wszelki wypadek.

06 comments
  • Ale synchron, zaczęłam wczoraj pisać na podobny temat, tylko z nieco innej strony! 🙂 Nie mam pojęcia, skąd to się bierze, że trzeba postraszyć, ostrzec, osaczyć, chociaż właściwie nie ma wyjścia, bo maluch już w brzuchu. Może te dobre rady są na tej samej zasadzie co słynny eksperyment Stańczyka, który stwierdził, że wszyscy są lekarzami? Większość ludzi ma dzieci, tak jak prawie wszyscy cierpieli kiedyś z powodu bolącego zęba, więc na podstawie swoich, jednostkowych doświadczeń chcą być pomocni…

    U mnie lekarstwem okazała się moja mama, urodziła nas troje, naturalnie, wychowała z dobrym skutkiem, wykarmiła piersią, a dodatkowo jest osobą racjonalnie myślącą, więc żadnych andronów mi nie wciskała 😉 Tak że dobrze mieć jeden, dwa autorytety (oprócz mamy miałam jeszcze Hafiję, Mataję, doradczynię noszenia i WHO).

    • Moja mama też bardzo mnie wspierała i pamiętam, jak przyjechała do mnie zaraz po porodzie, bo bardzo potrzebowałam kolejnej osoby do przytulenia, aby ukoić baby bluesa (a Fe się naświetlał na żółtaczkę). No i ja też Hafija&Mataja Team, dziewczyny robią najlepszą robotę!

  • Elwina | Cukropuch.pl

    Znam, przerabiałam, przypłaciłam depresją. już to chyba na tym blogu gdzieś pisałam. Napiszę jeszcze raz, bo może ktoś przeczyta i będzie wiedział, że przejmowanie się ma bardzo złe konsekwencje.
    Nie wiem, może to jest jakaś pozostałość po tym, że obecnie niestety przeważa to, że kobieta kobiecie wilkiem? Dopiero w ostatnim roku spotykam kobiety, które potrafią powiedzieć szczery komplement, pomóc nawet w interesach czy pogadać tak po prostu, bez wtrąconych swoich opinii zaczynających się na „musisz”…

    • Tak, pamiętam, że było.

      Ja też spotkałam na swojej drodze sporo… zazdrosnych bab. Bab, bo nawet nie kobiet. I mam też dobrą passę ostatnio. Oby jak najdłużej, a najlepiej już zawsze.

  • Jak się zdenerwowałam przy pierwszej części tych zaleceń. Dla kobiety, która pierwszy raz ma do czynienia z ciążą i małym bobasem takie rady są właśnie bardzo cenne, szkoda żeby były własnie tak chujowe jak opisujesz. Bardzo często te rady się wryją w mózg i koniec… po kobicie… Wychodzę z założenia takiego, że nie radzę nic przyszłej matce. Pytam o jej zdanie, pytam czy zastanawiała się nad tym i tamtym, ale żadnej rady. Ja mogę tylko zapytać 😀

    • Zapytać i pomóc jeśli chce. Albo odesłać do specjalisty!