Mama, Nowy wpis,

Wielka bułka zamiast brokuła. O wyrzutach sumienia matki nieidealnej

Niemowlęce body zaplamione sosem pomidorowym — zupełnie nie wiadomo dlaczego dwoje dorosłych postanowiło karmić dziecko makaronem z pomidorami w nowym, jasnoszarym ubraniu — postanowiło się nie doprać. Nie doprać po raz pierwszy, nie doprać po raz drugi. Po raz trzeci siedziałam na brzegu wanny i odplamiającym mydełkiem szorowałam wątpliwej jakości tkaninę, czując się coraz bardziej sfrustrowana faktem, że o godzinie dziewiętnastej body się nie chce doczyścić, moje dziecko nie chce spać, ale spać chcę ja i — to z pewnością — najdalej za dwie godziny padnę snem twardym, niczym babuszka po całym dniu, i tylko moje dziecko i jego gu będzie w stanie mnie obudzić.

To był dzień, w którym powiedziałam dość.

Nie położyłaś dziecka spać po dobranocce. Nie dałaś mu dziennej porcji warzyw. Dałaś mu za to okropną, wielką bułę, którą memłało piętnaście minut. W końcu się znudziło, a Ty, droga Mamo, zostałaś z bułkowym glutem, okruchami i brudnym, choć zadowolonym dzieckiem.
Ale nie zaśpiewałaś mu na dobranoc sensownej kołysanki, a to, co miało nią być, było bełkotliwym śpiiiiiiiiij już uuuuuu śpij. No i w końcu to body w sosie pomidorowym — nówka sztuka, miała być na wyjścia z domu. Teraz nie nadaje się do niczego.

Siedzisz i zalewasz się łzami, bo jesteś nieidealną, złą matką. Bo chciałaś być lepsza, bo możesz być lepsza, bo przeczytałaś książki jak być dobrą mamą, a wszyscy dają Ci milion Złotych Rad Matki Polki. A Ty stoisz nad brudnym body i zastanawiasz się, po jaką cholerę walczysz po raz trzeci z kawałkiem szmaty za dziesięć złotych.

Matki słyną z nadludzkich mocy, siły do nieprzesypiania nocy, ale prawda o nas jest inna. Nie jesteśmy niezniszczalne. W całym macierzyńskim wysiłku to nie ten fizyczny boli najbardziej.
Płaczemy razem z dzieckiem, kiedy coś tak okropnie boli. Nosimy, by widziało jak najwięcej świata. Lulamy wieczorami i, śpiewając najgorszej jakości kołysankę, wzruszone patrzymy na To Małe Coś, powoli odlatujące do krainy snów. Jeszcze tylko odłożyć tak, by się nie obudziło…

Droga Mamo, jeszcze raz, nie jesteś niezniszczalna i najważniejszy w tym wszystkim jest spokój ducha, a my do wszystkich macierzyńskich trudów dokładamy sobie jeszcze mnóstwo zmartwień. Obwiniamy siebie, bo przecież mogłybyśmy być lepsze. Wyrzucamy sobie, dokładamy sobie, wyobrażamy sobie to, jakie powinnyśmy być. I jesteśmy tym zmęczone — tą wizją Matki Idealnej, którą chcemy być. I nigdy nie będziemy.

A ono tego nie widzi. Zjada bułę od ukochanej mamy. Zasypia przy matczynym fałszowaniu. I w niedopranym body też wygląda idealnie. Uśmiecha się, kiedy ostatkiem sił podnosisz je wysoko, wysoko i robisz samolot. Zakruszone, w niedopranym ubranku, już całkiem zmęczone. Szczęśliwe.

018 comments
  • Kinga

    Słowem w sedno :). Jednak czasu trochę zajmie, zanim dotrze do nas, że idealnymi matkami nie będziemy, bo czy jest ktoś taki jak idealna Mama? Tzn. ta z książek, bo ja myślę, że rodziców tak naprawdę docenia się już w dorosłym życiu, i wtedy każdy z osobna jest dla nas taki w sam raz 🙂

    • Nie ma! Ale chyba każda z nas sama tworzy obraz tej idealnej, niemożliwej do osiągnięcia, ale jakże łatwej do zamartwiania się o jej bycie…

  • Agnieszka Sz.

    Już się stęskniłam, za czytaniem Twoich wpisów 🙂 Masz rację, nie raz warto na chwilę odpuścić, mieć uśmiech dziecka i swój własny spokój zamiast walczyć o tytuł najbardziej przykładnej rodziny świata.

  • Joanna Bargieł

    Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko 😀

  • Naszyj łatkę 😉 teraz jest dużo fajnych. I nie daj sobie wmówić, że jesteś złą Matką, jesteś najlepsza! 🙂

    • Oj, musiałabym chyba naszyć na pół bodziaka! 😀 <3

  • Nataliasz

    Brakowało mi tych podnoszących na duchu postów. Serio.

  • Michalino, zwracasz uwagę na te istotne małe rzeczy, które tworzą wielki mały świat dziecka. 🙂

  • Chciałabym skomentowac ten wpis, bo nawet mnie porusza – mnie, która nie mam dzieci. Ale jednocześnie czuję że nie mam jeszcze do tego prawa, że to jest „Wasze” prawo, Wasze historie, Wasze okruchy i łzy przetykane łkaniem.

    Trzymam kciuki za Was drogie mamy żebyscie pamietaly ten ostatni akapit.

    • Dziękuję za wzruszające słowa. 🙂 Kiedy nie miałam dzieci, myślałam, że będzie… zdecydowanie inaczej. Rzeczywistość. 🙂

  • Jaki ciepły wpis. A przy tym życiowy! Ile razy cisnęłam do upadłego, bo nie wyrobiłam normy 🙂 Szczęśliwie mi przeszło 🙂

    • Ja też! Wyrabianie normy brzmi tu tak prawdziwie.

  • Elwina | Cukropuch.pl

    Tytuł pierwsza klasa. Już sobie wyobrażam rapującego osiedlowego dresika, który skomponował piosenkę o swojej mamie 😀 Ja w sumie chciałam być… perfekcyjna, ale wyleczyłam się, jak po kilku tygodniach musiałam przyznać rację mojemu niemowlakowi, że wózek jest bez sensu 🙂 A palstikowe zabawki mają swoje miejsce w drewnianych skrzyneczkach. Czy ja się powinnam na to leczyć?

    • Haha, u nas też bez sensu – szcześliwy ten, kto ma nosidło, prawda? 😀