Mama,

Jestem tą złą matką, która nie daje dziecku wyboru

O wyborze raz jeszcze.

***

Nie dałam mu wyboru. Wcisnęłam go w awaryjne, różowe śpiochy. Kupiła je moja babcia. Będziesz miała, jak ci zabraknie — powiedziała. Zabrakło, bo te bardziej chłopięce ubranka schną na sznurkach z resztą prania.

Nie dałam mu wyboru, kiedy trzymiesięcznego niemowlaka ochrzciliśmy. Przespał cały chrzest, z resztą nie miał wyboru, że ja — matka — postanowiłam wychować go zgodnie z moimi moralnymi i etycznymi zasadami.

Nie dałam mu wyboru, kiedy zamiast mięsa, dałam mu kotlet z soczewicy. Specjalnie przygotowany, bez smażonej cebuli, bez ostrych przypraw, z koperkiem tylko.

I nie dałam mu wyboru, kiedy go zapisałam do żłobka, kiedy zabrałam go na spacer w nosidle, kiedy — mimo protestów — wsadziłam w fotelik samochodowy, choć on wcale nigdzie jechać nie chciał. I kiedy zjadał, zdobyty własnoręcznie, papier toaletowy. A przecież może chciał…


***

Obserwuję to. Ten chorobliwy strach przed zabraniem dziecku wyboru. Przed tym, że rodzic coś cennego dziecku odbierze. Nie pozwoli mu zadecydować, zabroni samemu wybrać. Że matka, która jest za niego odpowiedzialna, boi się wychować dziecko tak, jak ona uważa, bo odbierze mu wybór.

A ja jestem matką, która nie daje dziecku wyboru. Mojemu rocznemu dziecku, a jakże. Kiedy będzie miał trzy lata, z pewnością łatwiej będzie mu zaprotestować przed różowymi śpiochami. Wtedy też na pewno będzie już wiedział, że wylewanie na siebie jagodowego musu, skutkuje szybką zmianą ubrania, czego tak nie lubi.

Kiedy będzie jeszcze starszy i wyciągnie dziecięcą rączkę po pęto kiełbasy, mógł sobie sam ją wziąć. Sam sobie wybierze, czy ma ochotę jeść mięso, czy może całkiem mu ono nie podchodzi. Opowiem mu, dlaczego mamusia i tatuś go nie jedzą. I to będzie jego – ten upragniony – wybór. Kiedy będzie starszy. Teraz, bidoczek, je soczewicę. I ciecierzycę, okazyjnie. Ale jeśli na wycieczce szkolnej razem z kolegami kupi sobie kurczaka w fast foodzie, powiem mu tylko, aby popił colą. Wtedy lepiej się trawi. Sprawdziłam to kiedyś.

A może, gdy jeszcze urośnie, obwieści radośnie, że w czterech literach ma ten cały chrzest i przekonania rodziców, związane z religią. Nie pójdzie do bierzmowania, ślubu kościelnego nie weźmie, na Wielkanoc przyjedzie tylko dlatego, że mu wolne w pracy dali. To jego wybór.

Fe teraz ma rok i nie ma tego wyboru. Teraz to ja i jego ojciec decydujemy i uczymy. Wychowujemy zgodnie z tym, co uważamy i nie boimy się, że cokolwiek mu odbieramu. Stawiamy granice, pokazujemy, wychowujemy. Tak jak umiemy, choć to, czy dobrze, okaże się kiedyś.

Ale zawsze jest kwestia wyboru.

To mięso to mój ulubiony przykład. Dam, wybiorę, że je. Nie dam, wybiorę, że nie je. Odbierasz dziecku możliwość poznawania smaków! – zawołają mięsarianie. Robisz jedno, uczysz drugie, to niezgodne z twoimi przekonaniami! – grzmieć będą wegetarianie.

I tak dalej. I dalej.

***

Dam Ci wybór, syneczku. Odpowiedni do Twojego wieku i możliwości. Śpisz obok mnie najedzony śniadaniem, na które był hummus z warzywami. W tych różowych śpiochach od Twojej prababci. A kiedy wstaniesz, pójdziemy na spacer. W nosidle, które wybrałeś zamiast wózka. Wózka przecież nie lubisz.

Na zdjęciach Henio! Heniu urodził się dokładnie dwa tygodnie temu, a kiedy miał lekko ponad tydzień, jemu i jego rodzicom, miałam przyjemność robić domowe zdjęcia. Love.
07 comments
  • Wydaje mi się, że najgłośniej nad brakiem wyboru biadolą właśnie Ci, którzy mają już swoje lata, a do tej pory nie zweryfikowali tego, co zostało narzucone im w dzieciństwie, choćby były to klapsy lub zaniżanie poczucia własnej wartości. Niestety.

    • Strasznie fajny trop w tych całych rozważaniach. Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób, ale teraz myślę, że faktycznie. Tak chyba jest.

  • W każdej rodzinie i w każdym domu obowiązują konkretne zasady. To kim później jesteśmy wiąże się ściśle z tym jak zostaliśmy wychowani i co się działo w domu. Jeśli dzieci mają same sobie wybierać już od najmłodszych lat jak ma wyglądać ich dzieciństwo, wolny czas i wszelkie zasady to ja nie wiem jak bym wytrzymała…

  • Elwina | Cukropuch.pl

    Napisałabym, że święte słowa, a powinno być raczej, że święty wpis. Nie wiem, co będzie z moim małym w przyszłości. Wiem natomiast, że ja sama czasami potrzebuję prostych decyzji podjętych przez innych, a nie ciągle wybierać między tym czy tamtym.

    • Bo im więcej mozliwości wyboru, tym człowiek głupieje… a co dopiero taki mały człowiek.

  • Pełna zgoda. Każda decyzja to jakiś wybór. Mądry człowiek to rozumie i nie ma pretensji o jakieś „braki wyboru” do swoich rodziców.